czwartek, 6 grudnia 2018

Balsam regulujący do mycia twarzy - recenzja






Od dawna na blogu nie pojawiała się żadna recenzja kosmetyczna, więc pomyślałam, że dziś będzie do tego idealna okazja, w końcu mamy mikołajki i okres przedświąteczny, więc w sam raz, żeby po przeczytaniu recenzji móc zrobić sobie lub komuś prezent :) Dziś opowiem o moim absolutnym hicie kosmetycznym, na który polowałam już kilka miesięcy i w końcu kilka tygodni temu się zdecydowałam i niezmiennie od tej pory kocham balsam regulujący do demakijażu od Czarszki!



Już kilka miesięcy temu, a może nawet i z rok temu, opisywałam moją przygodę z OCM (przeczytasz o niej tutaj), która jest niczym innym jak zmywaniem makijażu olejem lub ich mieszanką dobraną odpowiednio do potrzeb skóry. Głównymi zaletami jest oczywiście zarówno oszczędność jak i brak podrażnień i brak resztek makijażu, który nie ma zamiaru się zmyć nawet po 5 tarciu wacikiem co doprowadza jedynie do pieczenia skóry i frustracji. Na upartego mogłabym zostać przy OCM z użyciem domowego oleju z szafki, ale czułam, że mogłabym wyciągnąć z tego znacznie więcej korzyści dla mojej skóry, gdy sięgnę po mieszankę zrobioną przez kogoś naprawdę kompetentnego w temacie, a Paulina to moje kosmetyczne guru, więc nie ma się co dziwić, że chciałam przetestować na sobie jej własny produkt.


Od kilku miesięcy miałam spore problemy z cerą, możliwe że na tle hormonalnym, więc od razu
zdecydowałam się na balsam regulujący (pozostałe to aksamitny i ultradelikatny). Czytałam kilka opinii i wniosek był głównie taki, że po kilku tygodniach stan cery się poprawia. Nie brałam tego jakoś szczególnie mocno do siebie, bo wiedziałam że moja cera ostatnio jest obojętna praktycznie na każdy kosmetyk, a i tak głównym zadaniem miało być po prostu przyjemne zmycie makijażu połączone z masażem twarzy. Swoją drogą warto właśnie zaznaczyć, że ten produkt nie jest dedykowany jedynie Paniom, które się malują, ale również tym, które lubią dokładnie oczyścić twarz chociażby z sebum i mieszanki zanieczyszczeń pochodzących ze smogu i lubią wykonywać masaże twarzy, do czego ten produkt jest idealny.



Balsam dostępny jest tylko w sklepie internetowym Pauliny i kosztuje 60 zł za 100ml, które powinny starczyć na około 2 miesiące, ale tu wyrażę swoje szczere zaskoczenie, bo używam go średnio 5-6 dni w tygodniu od około 5 tygodni i nie jestem nawet w połowie opakowania, a na jeden demakijaż całej twarzy i szyi zużywam ilość, która mieści się na powierzchni nieco większej niż paznokieć. Wszystko dzięki temu, że balsam po rozmasowaniu w dłoniach staje się płynny i bez problemu taka ilość radzi sobie z solidną ilością podkładu, pomadą do brwi, tuszem i czasem eyelinerem i cieniami. Większa porcja balsamu wręcz by zostawiła tak tłustą skórę, że trzeba by zmywać to żelem lub innym produktem myjącym na 4-5 razy. Ja taką ilość jakiej używam do demakijażu zmywam na 2 razy moim żelem  z La Roche. Po 1 myciu balsam jest zmyty, ale bardziej komfortowo się czuję, gdy zmywam go na dwa razy i mam pewność, że żadne tłuste resztki nie zostaną na skórze pod kremem, co swoją drogą mogłoby powodować zapychanie i inne niemiłe niespodzianki, których na pewno nie chcecie sobie fundować.

Bardzo ważna uwaga! Bardzo, ale to bardzo uważajcie na swoje włosy podczas demakijażu, bo zdarzyło mi się kilka razy dotknąć linii włosów pianą od żelu zmieszaną z balsamem podczas jego zmywania i na następny dzień byłam chwilowo zdezorientowana, dlaczego włosy ledwo po umyciu są ,,nieświeże'' przy linii czoła.  Innym rozwiązaniem jest zmywanie makijażu podczas brania kąpieli i wykonanie go przed myciem włosów, wtedy na pewno resztki balsamu będą zmyte z włosów (uff!)

Teraz przejdźmy do tego co pewnie najbardziej Was ciekawi, czyli tego czy balsam faktycznie ma jakieś działanie regulujące i w jakiś sposób poradził sobie z moją obrażoną na świat skórą. Myłam twarz już kilka tygodni i tak patrzę, no nic się nie dzieje, a czasami wręcz wszystko wygląda gorzej. I nagle coś się zmieniło i zmiany skórne zaczęły się szybciej goić, było ich mniej i wszystko zaczynało powoli wracać do normalności. Szybka kalkulacja w głowie... minęły 3 tygodnie! A zatem, faktycznie chylę czoło przed tym cudem kosmetycznym, bo naprawdę stan cery się poprawił od kiedy go używam, obecnie mijają kolejne tygodnie używania i nie obserwuję już dalszej poprawy. Nie obwiniałabym za to kosmetyku tylko po prostu to, że długo walczyłam ze skórą i również stres ma duże znaczenie w moim przypadku. Z góry powiem, że pomimo obecności olejków w produkcie (dzięki czemu pachnie ziołowo)  nie mam żadnego uczulenia ani nawet podrażnień po myciu nim oczu :)

Podsumowując, jest to produkt całkowicie wegański, naturalny, zrobiony ręcznie - i to co cenię bardzo mocno - w szkle, więc nie generujemy dodatkowych odpadów i opakowanie możemy ponownie wykorzystać, co najlepsze nie używamy płatków kosmetycznych, gdzie średnio po jednym demakijażu w koszu ląduje ich około 5 sztuk. Jak dla mnie jest to kosmetyk jak najbardziej wart swojej ceny i robi dokładnie to co ma robić :)

Daj znać czy u Ciebie też się sprawdził lub czy zechcesz też go na sobie przetestować :)

Ściskam,

Wiktoria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz